wtorek, 11 stycznia 2011
"Nasza klasa" Tadeusz Słobodzianek

.

Trudno coś napisać, by nie przegadać. Trudno ująć w słowa myśli, wrażenia, uczucia.

Kilka słów jednak napisałam, zobaczcie sami tutaj

piątek, 02 lipca 2010
"Gnój" Wojciech Kuczok

Wojciech Kuczok napisał przekonujące stadium patologicznej rodziny. Jest to lektura bolesna, smutna, zmuszająca do myślenia. Płakałam nad nią, ale i zachwycałam się psychologicznymi umiejętnościami, a także stylem i konstrukcją. Polecam tę książkę gorąco. Nie dziwi mnie, że „Gnój” dostał nagrodę Nike w 2004 roku. Jako ciekawostkę dodam, że na motywach powieści Kuczok napisał scenariusz do nagradzanego filmu „Pręgi”, którego jeszcze nie widziałam, ale teraz jestem go bardzo ciekawa.

Cała recenzja na moim blogu.

wtorek, 22 czerwca 2010
Gnój

Sięgając po tę książkę spodziewałam się przejmujących emocji. Nawet specjalnie odłożyłam jej lekturę, bo wcześniej czytałam „Tysiąc wspaniałych słońc” i obawiałam się, że nie strawię dwóch tak wstrząsających książek pod rząd. Niepotrzebnie. Bo mnie „Gnój” aż tak nie poruszył. Może głupio tak pisać, bo przecież temat, jaki Kuczok porusza jest straszny i zasługujący na potępienie. Myślę, że moje odczucia wzięły się stąd, że spodziewałam się lektury zbliżonej do „Bidula” Mariusza Maślanki, w którym bardzo dokładne opisy przemocy fizycznej po prostu poruszały do żywego. U Kuczoka jednak główny nacisk położony jest na relacje psychologiczne między postaciami. Na niezrównoważenie ojca, kata, który wzrusza się muzyką klasyczną i czasami czule szczebiocze do swojej żony. Na niegasnącą nadzieję syna, który nie potrafi pojąć czy ojca jednak kocha, czy nienawidzi. „Oglądałem sobie na przykład relację z Turnieju Czterech Skoczni, on na przykład akurat wrócił ze spaceru z suka i czymś tam szurał w szafie; myślałem, że po prostu zdejmuje płaszcz i chowa go, nawet kątem oka nie sprawdziłem, bo na ekranie Weissflog skakał sto szesnaście. Mówiłem właśnie:


- Tata, będzie rekord skoczni!

bo czułem, że do mnie podchodzi; myślałem, że po to, by zasiąść obok i oglądać ze mną zawody, ale on już nadchodził z pejczem (…)”. [s. 80, W.A.B. 2003] Ten fragment zapadł mi w pamięć, bo widzę w nim ufność i wiarę dziecka, że może, jak każdy inny chłopiec, normalnie obejrzeć z tatą zawody w telewizji; że nie musi obawiać się z jego strony niczego złego. Taką nadzieję ma dziecko, które przecież wie, do czego zdolny jest jego ojciec, bo samo tego doświadczyło. A mimo to jakaś część jego ciągle chce wierzyć, że może być dobrze.


Bardziej niż emocjami ujęła mnie ta książka stylem – bardzo poetycki, piękny literacki język mocno kontrastuje z przedstawianą szarą śląską rzeczywistością patriarchalnej, patologicznej rodziny. Nie mogę powiedzieć, że „Gnój” mi się nie podobał. Niestety nie mogę też powiedzieć, że mnie poruszył i że zostanie mi na długo w pamięci.

19:11, kot_kreskowy84 , Nagroda Nike
Link Dodaj komentarz »
Jarosław Marek Rymkiewicz, „Zachód słońca w Milanówku”

Rymkiewicz

Nie takie miałam plany, o poezji pisać nie zamierzałam, ale niemożność zgrania czytelniczych chęci z biblioteczną dostępnością sprawiła, że w końcu postanowiłam napisać o tym, co znalazłam u siebie. I tak padło na „Zachód słońca w Milanówku” Jarosława Marka Rymkiewicza, laureata Nike jeszcze z 2003 roku.

Ogród to topos trwale Rymkiewicza fascynujący – niedawno ukazało się wznowienie opartego na jego pracy doktorskiej eseju „Myśli różne o ogrodach”. Także w tomie „Zachód słońca w Milanówku” ogród jest motywem centralnym – sceną istnienia, po której w takt pieśni Schuberta, arietty zimowej i ländlera pogrzebowego krążą niesamowite dramatis personae.

Całość tutaj.

niedziela, 30 maja 2010
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki - Piosenka o zależnościach i uzależnieniach

O Eugeniuszu Tkaczyszynie - Dyckim usłyszałam po raz pierwszy dziesięć lat temu na wykładzie profesora Piotra Śliwińskiego na temat poezji najnowszej. Nie sięgnęłam wtedy po jego wiersze, ale nazwisko utkwiło mi w pamięci, chyba ze względu na jego niezwykłą onomatopeiczność. Przyznanie Literackiej Nagrody Nike Piosence o zależnościach i uzależnieniach okazało się doskonałą okazją, by zapoznać się z twórczością tego intrygującego autora.

Więcej na moim blogu: http://urshana.blox.pl/2010/05/Istota-poezji-jest.html

środa, 21 kwietnia 2010
Matka odchodzi - Tadeusz Różewicz

Jak sam autor wyznaje, "Matka odchodzi" to żebracze treny. Na książkę składają się wiersze poety, fragment jego pamiętnika, luźne teksty oraz wspomnienia autorstwa matki i dwóch braci. Postać wyłaniająca się z tych skrawków to kobieta pracowita, zaradna, a przede wszystkim - dobra, kochana mama. Z lektury można wnioskować, że z synami łączyła ją bardzo silna więź; notatki Różewicza zapisane wiele lat po jej śmierci świadczą z kolei o niekłamanej, głębokiej miłości synowskiej.

Stefania Różewicz (1896-1957) w książce wypowiada się dwukrotnie: we wspomnieniach z wczesnego dzieciństwa na wsi w okolicach Wielunia oraz wspomnieniach z okresu narodzin syna Tadeusza. Pierwszy tekst ma niesamowitą wartość poznawczą i śmiało można go włączyć do programu szkolnego jako lekturę uzupełniającą, ponieważ znakomicie pokazuje życie wiejskie na początku XX wieku. Można dowiedzieć się, co dokładnie znaczy być biednym, jak przerażająco nikła była wiedza chłopów na temat higieny czy wagi szkolnictwa, jak niewiele znaczyła dla nich Polska. Dla mnie odkryciem był np. fakt, że jedzenie składało się głównie z ziemniaków i kapusty oraz mącznych roztworów, natomiast jarzyn, a tym bardziej owoców, w ogóle nie uprawiano. Drugi tekst opowiada o najwcześniejszych latach, a właściwie - latkach - Tadeusza Różewicza. Okazuje się, że dość wcześnie wykazywał się nietuzinkowym postrzeganiem otoczenia:

Sprawiał nam zawsze dzieciak wiele radości swoimi różnymi odruchami i powiedzeniami, które tylko ono w swoim świecie widzenia i myślenia rozumiało. W polu, jak chciał zerwać kłosek zboża, a nie mógł, krzyczał do kłoska: puść, puść. Myślał pewnie, że tam w ziemi ktoś trzyma. A jak się o co obraził wchodził pod stół i wołał: poszedłem w świat. Jeszcze dzieciak nie miał dwóch lat, jak dostałam atak nerki. Pamiętam, jak przyszedł do łóżka i płacząc mówił: musia, niech cię boli, a nie umieraj. W ogóle bardzo się wszystkim interesował, a najwięcej zwierzętami. (s. 39)

Ciąg dalszy tutaj.

 

14:47, czytanki.anki , Nagroda Nike
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 kwietnia 2010
Piosenka o... Tkaczyszyna-Dyckiego

Liryka jest grą myśli, uczuć, czasami ekshibicjonizmu duszy i ciała, także potrzebą przejmowania słów na własność, by z nich utkać zapis tego, co wydaje się poecie ważne, łapania chwili, momentu, który wydaje się być nieuchwytny lub wymyka się ze świata własnej wyobraźni.Jaka jest poezja laureata Nagrody Nike z 2009 roku?

Sięgnęłam po nagrodzony tomik Piosenka o zależnościach i uzależnieniach. Od razu nasuwa się pytanie: Od kogo się jest zależnym? Od czego staje się uzależniony? Czy otrzymamy odpowiedź?

(...)

Ciąg dalszy na blogu.


niedziela, 21 marca 2010


Po "Gnój" Kuczoka sięgnęłam dzięki wyzwaniu "Nagrody literackie". W pierwotnych planach z Nike miało pojawić się coś innego, lecz po wyzwaniowych recenzjach zmieniłam zdanie. I w takich właśnie sytuacjach dostrzegam zaletę i moc wyzwań! :) Ale o książce być miało...

"Gnój jest historią rodzinnego piekła, opowiadaną przez dziecko, które już to wszystko ma za sobą, ale z jakichś przyczyn dzieckiem być nie przestało." 

Tak streszcza swoją książkę Kuczok na jej okładce. I tutaj mam pewien zgryz, gdyż z pierwszą częścią w pełni się zgadzam, drugiej zaś nie rozumiem... Książka podzielona jest bowiem na trzy części - "Przedtem", "Wtedy" i "Potem". Jak można się łatwo domyśleć, pierwsza opowiada o sytuacji sprzed (ciężkiego) życia chłopca - narratora (poznajemy korzenie rodzinne, sytuację sprzed kilku pokoleń oraz tło społeczne), druga o tym właśnie życiu a trzecia o tym co działo się, jak chłopiec ten "z domu już wyszedł". 

Więcej... na moim blogu.

czwartek, 11 marca 2010
Wojciech Kuczok - Gnój
Moja pierwsza książka w tym wyzwaniu to książka nagrodzona w Polsce. Muszę się tu przyznać, że nie znam żadnej z nagrodzonych Nike książek, to mój "debiut". Ale wyzwanie na pewno będzie impulsem, żeby je wreszcie poznać.



"Gnój" (Nike 2004) to była bardzo udana lektura. Książka niewielka gabarytowo, ale traktująca o bardzo istotnym problemie - przemocy domowej. Problemie, na który wciąż nie ma rozwiązania.

Moje wrażenia tutaj.
Tagi: Nike
18:57, maniaczytania , Nagroda Nike
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 marca 2010
"Traktat o łuskaniu fasoli" Wiesław Myśliwski

Zbieram się do napisania tej recenzji już dwa dni, ale marnie mi idzie. Mam dość mieszane uczucia i ciężko mi je ubrać w słowa.

Fabułę można streścić następująco: Do starszego pana, nie określonego z imienia i nazwiska, przybywa tajemniczy gość. Rozmowa przy wspólnym łuskaniu fasoli zamienia się w monolog, w którym bohater dokonuje bilansu całego życia. Życia, które w dużym stopniu zostało wplątane w trybiki historii. Pojawia się tam wątek dzieciństwa w małej wiosce, dorastania w powojennej Polsce, pracy na budowach w Polsce, a potem kariery na obczyźnie, miłości do saksofonu, starości upływającej na pilnowaniu domków letniskowych.

Reszta przemyśleń tu.

 
1 , 2