sobota, 31 lipca 2010
Podsumowanie

Czas na małe podsumowanie. Udało mi się przeczytać:

1. Oskar i Lucynda - Peter Carey

2. Hańba - Coetzee

3. Połówka żółtego Słońca - Ch. Ngozi Adichie

Najbardziej cieszę się z poznania "Połówki zółtego słońca", jest to genialna powieść, którą koniecznie trzeba poznać. "Oskara i Lucyndę" miałam przeczytać już od kilku dobrych lat, zachęcana entuzjastycznymi opiniami na jej temat. Książka jednak nie spodobala mi się, zmęczyła mnie, uważam, że ma fatalne zakończenie, jestem na nie (szczególnie po upływie kilku miesiecy od przeczytania, gdy myślę o niej). "Hańba" Coetzeego jak najbardziej na tak, dobry kawał prozy.

A tak poza tym - jestem nieufnie nastawiona do nagrodzonych książek, przeważnie spodziewam się czegos lepszego i się rozczarowuję. Myśle tak tym bardziej po Waszych recenzjach, gdzie często to roczarowanie wypływa już w pierwszym zdaniu tekstów. Najlepiej chodzić własnymi ścieżkami.  

Połówka żółtego słońca

To nie będzie tekst o książce Adichie, bowiem każdy zainteresowany może przeczytać sobie na tylnej stronie okładki, o czym jest książka Nigeryskiej pisarki. To będzie tekst o czytaniu "Połówki żółtego słońca".

Warto czytać w ogóle i na wyrost, aby dotrzeć do takich książek. Warto przełknąć dziesięć niezbyt ciekawych, męczących lub chociażby „takich sobie”, aby natrafić na taką, jak „Połówka żółtego slońca” – powieść, która Cię uderzy w twarz, każe zapomnieć o upływającym czasie, o innych książkach, o swoim własnym życiu. Wraz z tą powieścią Adichie oficjalnie staje się jedną z moich ulubionych pisarek

Więcej: BREDABLIK

Żadne podsumowanie, bo nie ma czego podsumowywać...

Proszę Państwa, piszę krótko, bo jest mi wstyd! Moje plany czytelnicze wzięły w łeb, książki się nie przeczytały- to znaczy oprócz W ogrodzie pamięci Olczak-Ronikier, ta była świetna - ale ja wciąż mam nadzieję, że to, co chciałam, to sobie przeczytam....może już niebawem

Do usłyszenia.

środa, 28 lipca 2010
Podsumowanie pierwszego etapu
Nauczona doświadczeniem z poprzednich wyzwań nie robiłam żadnych konkretnych planów. Postanowiłam kierować się tym, co miałam na półce, ewentualnie pożyczone od znajomych. Z tego też względu przeczytałam w sumie trzy książki, ponieważ ani w zasobach moich, ani znajomych, nie znalazłam żadnej nagrodzonej Prix Goncourt ( co zamierzam jednak zmienić :) ).

A to moje przeczytane:
Nike - "Gnój" Wojciecha Kuczoka
Orange - "Historia miłości" Nicole Krauss (to nominowana z "short list")
Booker - "Życie Pi" Yanna Martela

Z tych, które przeczytałam, zdecydowanie najbardziej podobało mi się "Życie Pi" - oby więcej takich książek powstawało! A dzięki temu, że sięgnęłam po te lektury, czuję się zachęcona do poznawania innych laureatów, zwłaszcza polskich ( bo tu mam duże luki!).

Czekam na kolejny etap z wielką ciekawością!
11:13, maniaczytania , podsumowanie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 lipca 2010
"Biały Tygrys" Aravind Adiga

Ze wstydem przyznaję, że przez własne zabieganie przeczytałam dopiero drugą z listy moich książek na wyzwanie.

Obiecuję szybko nadrobić zaległości, a Was zapraszam do lektury recenzji "Białego Tygrysa" na moim blogu

Pozdrawiam,

Magrat

niedziela, 25 lipca 2010
Podsumowanie pierwszego etapu wyzwania

Takie miałam plany:

BOOKER PRIZE
"Zachować swój świat" Nadine Gordimer
"Bóg rzeczy małych" Arundhati Roy
PRIX GONCOURT
"Życie przed sobą" Romaina Gary'ego
"Alabama song" Gillesa Leroy'a
"Święta noc" Tahara Ben Jelloun
ORANGE PRIZE
"Kiedy żyłam w nowych czasach" Lindy Grant
NIKE
"Widnokrąg" Wiesława Myśliwskiego
"W ogrodzie pamięci" Joanny Olczak-Ronikier

BOOKER PRIZE

"Zachować swój świat" Nadine Gordimer

"Bóg rzeczy małych" Arundhati Roy

PRIX GONCOURT

"Życie przed sobą" Romaina Gary'ego

"Alabama song" Gillesa Leroy'a

"Święta noc" Tahara Ben Jelloun

ORANGE PRIZE

"Kiedy żyłam w nowych czasach" Lindy Grant

NIKE

"Widnokrąg" Wiesława Myśliwskiego

"W ogrodzie pamięci" Joanny Olczak-Ronikier

Ze wstydem przyznaję, że przeczytałam tylko te książki, w tytule których znajduje się link. Ale będę czytała dalej:)

czwartek, 22 lipca 2010
Skromne podsumowanie

Muszę przyznać, ze nie popisałam się tym razem. Przeczytałam tylko dwie książki: Tajemnicę rodu Hegartych Anne Enright i Traktat o łuskaniu fasoli Myśliwskiego. Obie raczej mnie wynudziły i może dlatego nie zebrałam się na kontynuację wyzwania. Niemniej książki, które planowałam przeczytać, czyli m.in. Opętanie Byatt i Połówka żółtego słońca Adichie, a także Bieguni Tokarczuk, nadal znajdują się na mojej liście życzeń i prędzej czy później z pewnością sie z nimi zapoznam.

09:03, lilybeth
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 lipca 2010
Podsumowanie I części wyzwania

Moje plany zrealizowałam w 50%, więc i się cieszę, i się nie cieszę.

Zmierzyłam się z Traktatem o łuskaniu fasoli (Myśliwski Wiesław) i Dolą człowieczą (Malraux Andre. Oceny kolejno 5 i 4. Pozycja druga przeczytana w sumie z braku laku. Planowałam przeczytać cztery książki, ale trzy nie były w moim zasięgu, jednak nadal mam je w schowku i chcę je przeczytać. Jeśli pojawią się w drugim półroczu nowe nagrody, na pewno sobie coś wybiorę plus nadal będę polować na pozycje z planu I.

Dziękuję wszystkim za recenzje, kilka zachęciło mnie do wrzucenia nowego tytułu do schowka :)

kornwalia

19:47, kornwalia.mikropolis
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 lipca 2010
"Wolf Hall" Hilary Mantel

Przyznam się na samym początku, że czasy Tudorów, a zwłaszcza Henryka VIII, interesują mnie od podstawówki. Przyznam się również, że o czasach tych czytałam sporo, zarówno opracowań naukowych, popularnonaukowych, jak i powieści zupełnie nienaukowych. I w końcu przyznam się, że, pomimo pochlebnych recenzji, po „Wolf Hall” Hilary Mantel, spodziewałam się o wiele mniej niż dostałam. O powieści tej można pisać dużo, długo, i wieloaspektowo, bo jest, nie boję się użyć tego słowa, naprawdę monumentalna. Sądzę więc, że niejedna recenzja jeszcze się tu (lub gdzie indziej) pojawi.

Jeśli idzie o mnie, to narracja Mantel pochłonęła mnie totalnie. Od momentu, kiedy po raz pierwszy spotykamy Cromwella, ledwo trzymającego się na nogach, pobitego przez sadystycznego ojca, do ostatnich stron, gdy widzimy go jako człowieka dzierżącego realną władzę, doskonale ubranego, otoczonego zarówno lojalnymi współpracownikami, jak i wianuszkiem niekoniecznie przychylnych mu osobistości z bliższego i dalszego otoczenia Henryka VIII, którzy, chcąc nie chcąc, muszą się z nim liczyć. Jaki jest Cromwell Hilary Mantel? To prawdziwy pan swojego losu, wszystko, co osiągnął, zdobył dzięki wiedzy, sprytowi, umiejętności wykorzystywania okazji. Chłopiec z plebsu, który stał się kimś, nie dzięki splotowi okoliczności a własnemu uporowi, błyskotliwej inteligencji, pragmatycznemu podejściu do życia. Jednocześnie, jest Cromwell w sferze prywatnej wiernym mężem, kochającym, łagodnym ojcem, troskliwym opiekunem dalszej rodziny. Jest skomplikowanym facetem, od którego współczesne rekiny biznesu, czy polityki, mogłyby się wiele nauczyć.

Zdanie wytrych to „Beneath every history, another history” – tak właśnie zbudowana jest ta powieść. Narracja dotycząca głównego bohatera nieuchronnie przeplata się z historią upadku kardynała Wolseya, którego Cromwell nigdy nie opuszcza, co paradoksalnie staje się jego największym atutem, właśnie dzięki temu jest postrzegany jako lojalny, wierny i nieprzekupny człowiek, i dzięki temu nie idzie na dno wraz z Wolseyem. Ale mamy tu i inne historie: przelotny romans Henryka z Marią Boleyn i ten mający o wiele poważniejsze konsekwencje – z Anną Boleyn. Znowu Henryk i Anna?. Ano znowu. Jednak tym razem historia pokazana jest niejako we fragmentach, musimy ją sobie „zbudować” z pozornie pozbawionych znaczenia spojrzeń, rozmów, plotek. Na początku niczego nie jesteśmy pewni, możemy się tylko domyślać, tak jak ci, którzy byli jej naocznymi świadkami. A Cromwell, jak można się spodziewać, domyślił się wcześniej. Co więcej wiedział, jak dać monarsze, to czego ten pragnął (a może tylko myślał, że pragnie?) najbardziej.

Uderzyło mnie bogactwo wątków pozornie pobocznych, ilość bohaterów pojawiających się na kartach powieści, wnikliwość z jaką Mantel maluje portret Anglii pierwszej połowy XVI wieku. Pojawiają się i postacie publiczne, jak choćby Tomasz Morus, święty katolickiego kościoła, którego wizerunek w powieści daleki jest od ideału, i prywatne z otoczenia Cromwella, które choć nie mają bezpośredniego wpływu na bieg wydarzeń są równie szczegółowo namalowane. Widzimy Anglię u progu reformacji, Anglię w której bezlitośnie tropi się i posyła na stos sympatyków Lutra, by za chwilę przygotowywać zapisy, na mocy, których Henryk zerwie stosunki z Rzymem i stanie się głową kościoła. Faktem jest, że angielska reformacja początkowo niewiele ma wspólnego z ruchem na kontynencie. To reformacja mająca na celu tylko jedno – unieważnienie małżeństwa z Katarzyną Aragońską, reformacja wdrożona odgórnie dzięki między innymi Cromwellowi, który choć sam w ukryciu czytuje pisma protestanckie, nie przyznaje się do tego publicznie. Śledzimy ciągle zmieniający się układ sił, upadek jednej wpływowej rodziny nieodmiennie oznacza wzrost znaczenia drugiej. Nawet młodziutka Jane Seymour przemyka po korytarzach tudorskiego zamku, mały szpieg, którego historia jeszcze się tak naprawdę nie zaczęła.

A jednak to bogactwo wątków nie przytłacza. Może dlatego, że Mantel w dużym stopniu rezygnuje z opisu na rzecz dialogu, którego za mocno nie stylizuje. To, jak również prowadzenie narracji w czasie teraźniejszym, sprawia, że postrzegamy tą historię nie jako coś nieuchronnego, co po prostu wydarzyło się i już, ale jako dynamiczny proces, który obserwujemy w trakcie stawania się. Historia nie jest tu statyczna, jest ciągłą zmianą. Koniec powieści, moment w którym Cromwell wybiera się, by odwiedzić siedzibę Seymourów, tytułowe Wolf Hall, nie jest końcem jego historii, jest początkiem jej kolejnego etapu. Nie jest to również koniec historii Anny Boleyn, choć czarne chmury już się nad nią gromadzą. Nie jest to tym bardziej koniec historii Henryka – w kolejce czeka przecież jeszcze kilka żon. Opowieść o Cromwellu urywa się w momencie, gdy bohater jest na samym szczycie, a ze szczytu jest przecież tylko jedna droga -  w dół. Mantel nie chce tego powiedzieć wprost, tworzy pozorne zakończenie, przerywa akcję w czwartym akcie dramatu. Czy dalszy ciąg historii Cromwella mógłby potoczyć się inaczej? Być może. Ale nie w tamtym czasie, nie w tamtym miejscu, nie z tamtymi ludźmi.


To dopiero pierwsza książka, o której piszę w związku z wyzwaniem. Przeczytanych jest trochę więcej. Postaram się napisać pomimo poślizgu. mam nadzieję, że mi wybaczycie...


Ta sama recenzja również na świeżutkim blogu Książki mojej siostry


piątek, 02 lipca 2010
Nagrody literackie - podsumowanie pierwszego etapu wyzwania

Do wyzwania - Nagrody literackie - dołączyłam późno, bo na początku maja. W założeniu miałam przeczytać po jednej książce z każdej listy nagrodzonych. W przypadku Nike i Goncourtów wyznaczyłam sobie konkretne pozycje z własnych zasobów, laureatek Bookera i Orange Prize szukałam w bibliotece.

Jestem zadowolona z realizacji podjętego wyzwania, gdyż udało mi się właściwie je wypełnić, poza jednym szczegółem. Nie przeczytałam Łaskawych Littella. Uznałam, że mam za mało czasu na tę obszerną pozycję, a nie chciałam się spieszyć i czytać książki z kalendarzem w ręku.

Efekt końcowy pierwszego etapu wyzwania przedstawia się następująco:

Booker Prize - Morze, morze, Iris Murdoch

Prix Goncourt - Alabama song, Gilles Leroy

Nagroda Literacka Nike - Piosenka o zależnościach i uzależnieniach, Eugeniusz Tkaczyszyn - Dycki

Orange Prize - Wysepka, Andrea Levy

Na temat każdej z wymienionych książek pisałam na blogu wyzwania i własnym. Mam zamiar kontynuować wyzwanie, jeśli zostaną wyznaczone kolejne cztery nagrody, a także przeczytać jeszcze kilka innych utworów uhonorowanych wyżej wymienionymi nagrodami. Udało mi się sprostać mojemu pierwszemu wyzwaniu czytelniczemu. Teraz czas na kolejne.

Urshana (moni1977)

18:48, moni1977
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2