poniedziałek, 31 maja 2010
Smętny żywot Paddy

"Paddy Clarke Ha! Ha! Ha!"

Roddy Doyle

Napiszę bez ogródek - ta pozycja jest najwyżej średniej klasy powieścią i w moich oczach nie zasłużyła na nagrodę Booker Prize...

Oto moja argumentacja: jest to historia dziesięcioletniego chłopca, Patricka, który mieszka wraz z rodzicami i rodzeństwem (młodszym bratem i dwiema siostrami) w małej miejscowości Barrytown pod Dublinem. Jest rok 1967, czas licznych przemian, wojny wietnamskiej, wolnej miłości. W życiu Patricka na pozór nic nowego i ciekawego się nie dzieje - wraz z kolegami z paczki wymyślają najdziwniejsze w świecie zabawy, którymi zabijają wolny od nauki czas. Niestety zainteresowania dziesięcioletnich chłopców nie są ani ciekawe, ani wesołe - częste bójki, psoty i niszczenie mienia sąsiadów, kradzieże, a nawet dręczenie młodszych (...).

Ciąg dalszy dla zaciekawionych na moim blogu. Zapraszam :)

Ci, co pozostali - Paul Scott

"Ci, co pozostali" to powieść bardzo melancholijna, opowiadająca o schyłku życia państwa Smalley będących reliktem minionej epoki. On to Tusker, emerytowany brytyjski pułkownik, ona to Lucy, żona przy mężu. Dzieci brak. Spędzili w Indiach ponad 30 lat; ominęła ich wojna, przetrwali uzyskanie niepodległości przez Indie i właściwie spokojnie dotrwali do siedemdziesiątki. Spokojnie nie oznacza jednak nie ponosząc żadnych kosztów.

Ciag dalszy na moim blogu.

 

 

15:01, czytanki.anki , Booker Prize
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 maja 2010
"Kiedy żyłam w nowych czasach"

Ponieważ z nagrody literackiej Orange Prize czytałam już popularne Belcanto, szukałam ciekawej dla mnie i jednocześnie dostępnej powieści, kierując się też tematem. Nagrodzona w 2000 roku książka Kiedy żyłam w owych czasach Lindy Grant okazała się tym, czego potrzebowałam ze względu na zimowy pobyt w kraju, który stał się znaczącym tłem opowiadanej historii.

Założeniem autorki było ukazanie kształtowania się państwa widzianego oczyma nie do końca nieświadomej procesu bohaterki, która nie orientuje się zbyt dobrze w palestyńskiej sytuacji społeczno-politycznej końca lat czterdziestych. Osamotniona, dwudziestoletnia Evelyn Sert przybyła z londyńskiego Soho, by zacząć nowe życie w kraju przodków. Wiedzę opartą na idealizujących rzeczywistość obrazach, literaturze i rozmowach ma okazję skonfrontować  z twardą rzeczywistością. Autorka wykreowała główną postać, młodą fryzjerkę o pewnych zainteresowaniach artystycznych, na osóbkę bezpruderyjną, łatwo nawiązującą kontakty i wzbudzającą zaufanie po to, by zaangażować ją w zadania prowadzące do konfrontacji sił brytyjskich sprawujących mandat w Palestynie z niepodległościowymi siłami żydowskimi. Mistrzyni kamuflażu i podwójnej osobowości zostaje wciągnięta w niebezpieczną grę, która zaważy na jej dalszych losach. Jednakże fabuła dotyka też problemu poszukiwania własnej tożsamości. Evelyn jest córką imigrantów z Łotwy, którzy osiedli w Londynie, a więc nigdzie nie jest naprawdę u siebie, bo jest jednocześnie stąd i stamtąd. (...)

Ciąg dalszy na blogu.

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki - Piosenka o zależnościach i uzależnieniach

O Eugeniuszu Tkaczyszynie - Dyckim usłyszałam po raz pierwszy dziesięć lat temu na wykładzie profesora Piotra Śliwińskiego na temat poezji najnowszej. Nie sięgnęłam wtedy po jego wiersze, ale nazwisko utkwiło mi w pamięci, chyba ze względu na jego niezwykłą onomatopeiczność. Przyznanie Literackiej Nagrody Nike Piosence o zależnościach i uzależnieniach okazało się doskonałą okazją, by zapoznać się z twórczością tego intrygującego autora.

Więcej na moim blogu: http://urshana.blox.pl/2010/05/Istota-poezji-jest.html

środa, 26 maja 2010
"Rytuały morza", William Golding

rytuały morzaCzy dziwnym będzie stwierdzenie, że byłam bardzo zaskoczona, kiedy książka mi się spodobała? Chociaż lata temu czytałam "Władcę much" Goldinga, nie pamiętam, żebym odniosła jakiekolwiek pozytywne, czy też negatywne wrażenie na jej temat. Może byłam za młoda, a może przeczytana po raz drugi, książka nadal zostawiłaby mnie tak samo obojętną?

Do recenzji w ramach wyzwania zbierałam się dość długo, już ze dwa miesiące minęły, a moje odczucia nie są już tak świeże i jasne, została po nich garść mglistych wrażeń. Ale to zaskoczenie, że "Rytuały morza" czytało się interesująco - tak, to pamiętam dobrze.

Czego bowiem można się spodziewać po książce Goldinga o morzu? Mnie kojarzyła się jednoznacznie ze starym papierem i co bardziej znienawidzonymi lekturami szkolnymi - nie pytajcie dlaczego, skoro "Rytuały morza" nigdy nawet jednym rogiem nie zahaczyły o spis lektur szkolnych.

c.d.

niedziela, 23 maja 2010
Andrea Levy - Wysepka

Utwór, po który sięgnęłam w ramach wyzwania, wpisuje się w interesujący mnie nurt pisarstwa emigrantów czy też potomków emigrantów. Uważam, że autorzy żyjący na styku różnych kultur oferują czytelnikowi spojrzenie z szeszej perspektywy, bogatsze, często odkrywające rzeczy nieoczekiwane i zaskakujące, niedostrzegane przez reprezentanta pojedynczej kultury. Andrea Levy ma korzenie jamajskie, a powieść Wysepka jest ciekawym studium na temat rasizmu, kolonializmu, emigracji.

Więcej można przeczytać na moim blogu: http://urshana.blox.pl/2010/05/Stracone-zludzenia.html

czwartek, 20 maja 2010
Traktat o łuskaniu fasoli

Traktat o łuskaniu fasoli, Wiesław Myśliwski, Znak

Traktat o łuskaniu fasoli

Przychodzi facet po fasolę i ... zostaje całkowicie zagadany, dobrze, że ja kupuję w warzywniaku. A tak poważnie, to jakoś mi ta książka kojarzy się z poprzednimi Myśliwskiego, taki trochę nierealny pomysł i długie historie, anegdoty oraz opowieści, które są tylko pretekstem do przedstawienia  tematów poważnych i drażliwych. W "Pałacu" była jakaś magia, liryzm i symboliczne obrazy; tu niby tylko starszy facet łuskający fasolę, domorosły filozof jakich pełno w naszym kraju, którego opowieść także bogata jest w symbole. Momentami, czytając "Traktat o łuskaniu fasoli" odniosłam wrażenie, że czasem trudno powiedzieć czy autor kpi czy poważnie pisze.

http://smietankaliteracka.blox.pl/2010/05/Traktat-o-luskaniu-fasoli.html

Tagi: Nike
15:45, bsmietanka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 maja 2010
Anne Enright "Tajemnica rodu Hegartych"

Nie doczytałam tej książki, nie poruszyła mnie rodzinna historia Hegartych, a przede wszystkim nie potrafię się zachwycić stylem pisania Enright. Dlatego po 115 stronach, książkę odkładam. Kilka słów więcej tutaj.

sobota, 15 maja 2010

Gdyby istniała klasyfikacja książek określana mianem literatury histerycznej, ta lektura należałaby do kanonu gatunku. Tutaj wyjaśniam, dlaczego tak sadzę.

piątek, 14 maja 2010
Płomyki pamięci - Anne Michaels

Ta książka cierpi na nadmiar. Za dużo w niej poetyckich metafor, ciekawostek popularno-naukowych, opisów hitlerowskiego okrucieństwa, rozważań o pamięci i nawet krótka druga część - jakby dopisana na siłę - wydaje się zbędna. A szkoda, bo temat jest ciekawy.

Ciąg dalszy tutaj.

12:29, czytanki.anki , Orange Prize
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2