czwartek, 13 stycznia 2011
Atiq Rahimi - Kamień cierpliwości

Lepiej późno niż wcale :)

Ponieważ mam porównanie z inną książka Rahima, mogę Wam donieść, że ma on łatwość stwarzania kameralnego świata, składającego się z małej ilości elementów, niewielu postaci, oszczędnych opisów. A jednak to działa, tekst jest wręcz nabrzmiały od emocji.

Kamień cierpliwości jest jeszcze surowszy, ponieważ narratorem jest tylko jednak osoba - afgańska kobieta. Jeśli dobrze rozszyfrowałam niektóre jej zdania, akcja dzieje się kiedy wojna domowa ma się ku końcu albo już się zakończyła, tyle że wymiana ognia jest jeszcze na porządku dziennym. Co prawda ona wygłasza monolog, jednak perspektywą czytelnika jest jej umierający mąż, żywy trup, leżący na materacu w pokoju.


Ocena: 4,5-5/6

 

Reszta u mnie. --> Mikropolis

13:41, kornwalia.mikropolis
Link Komentarze (1) »
wtorek, 11 stycznia 2011
"Nasza klasa" Tadeusz Słobodzianek

.

Trudno coś napisać, by nie przegadać. Trudno ująć w słowa myśli, wrażenia, uczucia.

Kilka słów jednak napisałam, zobaczcie sami tutaj

poniedziałek, 13 grudnia 2010
Émile Ajar, „Życie przed sobą”

ajar życie przed sobą


Kiedy „Życie przed sobą”, debiut podpisany pseudonimem Émile Ajar, zostało w 1975 roku uhonorowane nagrodą Goncourt, autorem okazał się kuzyn znanego już wówczas pisarza Romaina Gary'ego. Sam Gary (właściwie Roman Kacew) został nagrodzony Goncourtem w 1956 za „Korzenie nieba”. Regulamin nagrody zabrania przyznania jej powtórnie tej samej osobie, Romain Gary nie mógł więc przyznać, że rzeczywistym autorem jest on sam, a kuzyn udaje autora na jego prośbę; rzecz wyszła na jaw dopiero po latach.

„Życie przed sobą” to portret Momo, dorastającego chłopca, i pani Rozy, wychowującej go starzejącej się prostytutki, prowadzącej na lewo schronisko, w którym jej młodsze koleżanki po fachu ukrywają swoje dzieci – łączenie bowiem macierzyństwa i prostytucji było w owym czasie nielegalne.

Całość tutaj.

wtorek, 23 listopada 2010
Ahdaf Soueif - Mapa miłości
To ja również dorzucę kolejną pozycję. I podobnie, jak moja ostatnia "terminowa" lektura, ta również nie była nagrodzona, a nominowana. Nominowana do Man Booker Prize w 1999 roku, kiedy główną nagrodę zdobył J.M. Coetzee za "Hańbę".



Książka wspaniała, jestem pod jej wielkim urokiem. "Smakowicie" gruba powoli odkrywa przed czytelnikiem kolejne karty historii w postaci listów, fragmentów pamiętników i innych dokumentów, które zwiększają tylko poczucie "rzeczywistości" tych wielkich "love stories", oddzielonych ponad wiekiem, a jednak powtórzonych.

Po więcej wrażeń zapraszam do siebie :)

wtorek, 02 listopada 2010
"Opętanie" w ujęciu A.S. Byatt
W wyzwaniu poległam, jeśli idzie o ramy czasowe. Cóż, nie był to najlepszy czas na wyzwania. Gwoli porządku, dodaję wpis o Opętaniu Antonii Byatt, które jest powieścią tak dobrą, że trudno mi było o niej pisać. Po raz pierwszy usłyszałam o niej wieki temu na jakiejś konferencji, zanotowałam tytuł, żeby przy okazji przeczytać, a potem długo nie wpadała mi w ręce. I tak oto, żyłam sobie nieświadoma, że pewnego dnia trafi na moją prywatną top listę.

Wszystko zaczyna się w bibliotece, w której Roland Mitchell, niezbyt atrakcyjny i nie odnoszący spektakularnych sukcesów krytyk literacki, zajmujący się dziewiętnastowiecznym poetą Randolphem Ashem, przypadkowo odkrywa w zakurzonej, od lat nieczytanej książce brudnopis listu skreślonego ręką poety. Listu, z którego biją wręcz emocje. Listu pisanego do tajemniczej kobiety. I tu dzieje się coś zaskakującego: Roland, zamiast poinformować bibliotekarkę i przełożonych o swoim odkryciu, pod wpływem impulsu, który nie do końca potrafi wytłumaczyć, wkłada list do swojej teczki i po prostu wychodzi z biblioteki. Jak wytłumaczyć tę kradzież, jeśli nie nagłym opętaniem? Roland rozpoczyna poszukiwania, mające doprowadzić go do tajemniczej adresatki. Literackie tropy prowadzą go do Maud Bailey, kobiety pięknej, chłodnej i inteligentnej, naukowo zajmującej się dość ekscentryczną wiktoriańską poetką, Christabel LaMotte. Roland i Maud razem wpadają na kolejny trop, korespondencję Randolpha i Christabel, razem go podejmują i razem milczą na temat swojego odkrycia, jednocześnie zbliżając się do siebie coraz bardziej. Opętanie poszukiwaniem prawdy o parze którą połączyła miłość wbrew konwenansom, przenosi się na kolejną osobę.

Dalszy ciąg tutaj.
czwartek, 12 sierpnia 2010
Nadine Gordimer - Trudny wybór (Zachować swój świat)

Myślę, że to dobry temat, gorący choć z już trochę przebrzmiały. Niedawno mieliśmy okazję uczestniczyć, choćby tylko dzięki transmisjom w meczach Mistrzostw Świata w piłce nożnej, które wiadomo odbywały się w RPA. Nigdzie bardziej jak w RPA, w Johannesburgu nie potrzeba walki z rasizmem i też niektóre z drużyn zagrały na emocjach epatując wielkimi hasłami i transparentami jednakże później zapominając o byciu fair szczególnie o fair play.

RPA równa się Apartheid, proza Gordimer równa się Apartheid. Wszystkie pozycje książkowe tej autorki to głębokie studium ludzkiej psychiki, to prawdziwe transparenty walki z rasizmem. Nie tylko tym dotyczącym koloru skóry ale i podległości i zależności. Różnic klasowych i intelektualnych. Lektura obowiązkowa dla wielu, dla tych, którzy myślą, że są idealni i tolerancyjni.

Mehring, bohater Trudnego wyboru to biały przedsiębiorca, człowiek światowy i obracający się wśród największych rekinów finansowych. Człowiek pełen sprzeczności i niezadowolenia z życia oraz pracy, która przynosi jemu pieniądze. Pieniądze, których Mehring nie chce, które jemu śmierdzą, bo czuje się winny, że nie własnymi dłońmi, nie własną pracą je zdobył. Czuje się winny jednocześnie zdając sobie sprawę, że jest tylko małym ogniwem niewolniczej pracy czarnych. Tylko albo aż, bo przecież przyczynia się do niej, zatrudniając na swojej farmie tylko czarnych wyrobników, zmuszając ich w sposób, który tylko jemu wydaje się delikatny i na miejscu do katorżniczej pracy. Za swoją obojętność na krzywdy innych, na śmierć, która jemu najbardziej przeszkadza (choć robi wrażenie przejętego i zmartwionego), bo psuje obraz farmy i za swój egoizm przyjdzie jemu zapłacić ciężką cenę. Mój bohater Mehring to człowiek, który pod powłoką wrażliwca skrywa małego despotycznego władcę, któremu być może kultura osobista nie pozwala traktować własnych pracowników jak czarnych niewolników. Jeśli rzeczywiście tak było, to na jego słabym charakterze zyskali tylko pracownicy farmy czując się dzięki temu jak panowie tej ziemi a nie najemni wyrobnicy.

Trudny wybór to nie jest książeczka, którą da się opowiedzieć w kilkunastu zdaniach, której przekaz jest czysty i klarowny. Już sam tytuł tej nagrodzonej Bookerem książki w oryginale brzmiący The conservationist, który ukazał się w Polsce również jako Zachować swój świat jest źródłem sprzeczności.

W książkach Gordimer każdy znajduje to co jego dotyka, i wyjaśnia sobie to, co dla niego jest niezrozumiałe albo trudne do zaakceptowania. Nad prozą Gordimer nietrudno o wzruszenie i prawdziwe łzy i nie sposób przejść obojętnie obok problemów przedstawianych przez autorkę w książkach, nie można nie przystanąć w codziennym biegu i nie zastanowić się nad tym co robimy albo czego nie robimy aby wszyscy mogli poczuć się równi.

 

Ruszyliśmy wyposażeni tylko w to, co nam wystarczało, mieliśmy jednak przekonanie, że posiadamy wszystkie rzeczy i że jesteśmy mądrzy, bo nie ma nic, czego byśmy nie wiedzieli …

Ujrzeliśmy, że w istocie my, czarni, przyszliśmy na ten świat bez niczego; pojawiliśmy się na nim nadzy. Wszystko zostawiliśmy za sobą, bośmy przyszli pierwsi. Biali ludzie natomiast … Ujrzeliśmy, że my na świat przyszliśmy w pośpiechu, oni zaś czekali na wszystkie rzeczy, żeby nie zostawić niczego.

 

Cytat pochodzi z książki N. Gordimer, Trudny wybór.

 

środa, 11 sierpnia 2010
Emile Ajar. Życie przed sobą.

Kiedyś wysłuchałam 3/4 tej powieści w audiobooku. Mimo, że zachwyciłam się sposobem narracji i zafrapowała mnie tragiczna opowieść małego Momo, nie umiałam znaleźć odpowiedniego czasu na dalsze słuchanie. Na szczęście trafiła w moje ręce książka i mogłam nadrobić to, czego nie doczytałam...

 

Zapraszam

niedziela, 01 sierpnia 2010
"Przypadkowa" - Ali Smith

~Nominacja do Bookera 2005 (shortlist)~

~Nominacja do Orange Prize 2006 (shortlist)~

And then that Marianne Faithfull song about the woman so past it at thirty-seven that she’d never drive through Paris in a sports car with the wind in her hair… Because she’d never get to California now, would she, that forty-year-old woman, being so old? She’d never get to frolic in the sea now with Jimmy Dean and all those film stars she’d dreamed about.*

Piosenka Marianne Faithfull o trzydziestosiedmioletniej kobiecie, która już nigdy nie przejedzie przez Paryż w sportowym aucie z włosami rozwiewanymi przez wiatr… Bo przecież teraz, ta czterdziestoletnia kobieta, będąc tak starą, już nigdy nie pojedzie do Kalifornii. Nie zdobędzie się na igraszki w morzu z Jimmym Deanem i wszystkimi gwiazdami filmowymi, o których marzyła.

—–

Czytałam tę książkę powoli. Smakowałam słowa, oszczędnie dawkowałam sobie opisy letnich wakacji na angielskiej wsi. Stopniowo się przekonywałam do tej powieści. Aż przeczytałam powyższy fragment i wiedziałam już, że dla mnie będzie to najważniejszy wątek powieści. Niespełnione, a może i nie końca wyartykułowane marzenia, stracone szanse. Przystanie na wygodne, spokojne życie. Zagubienie gdzieś prawdziwego ‘ja’. I ten żal, ogromny żal po latach. Niemal sama go czułam czytając myśli Eve Smart, matki dwojga dzieci, odnoszącej dość spore sukcesy na rynku wydawniczym pisarki, zdradzanej żony, w której życie niespodziewanie wtargnęła nieznajoma o imieniu Amber, wywracając wszystko do góry nogami.

Ciąg dalszy tutaj

* Ali Smith: The Accidental. London: Penguin, 2006. S. 191.
Bilans zysków

(podsumowanie)

Wyzwania są niczym drogowskazy. Można dzięki nim zwiększyć prawdopodobieństwo prawdziwych spotkań i szanse na znajomości trwające dłużej niż chwilę.

Tym razem było to szukanie wśród nagrodzonych, więc w obszarze niewyobrażalnie różnorodnym.

 

Pierwsza korzyść: odkurzyłam sobie nazwiska i tytuły. Wiele było mi nieznanych, więc może odtąd zacznę kojarzyć.

 

Druga korzyść: przeczytane książki.

Wyzwanie nie zdominowało moich własnych poszukiwań. Ale: coś przynagliło, cos odkryło, dało pewne rozpoznanie.

"Traktat o łuskaniu fasoli" potwierdził, że myśliwski to gawędziarz, jakich w polskiej literaturze niewielu. Więcej: nie ma mu równych. Znalam już "Kamień na kamieniu" i "Widnokrąg". "Traktat..." jest z tego samego kruszcu. Warto poznać.

 

"Połówka żółtego słońca" była odkryciem i eureką. Rewelacyjna Chimamanda Ngozi Adichie. Piękna, mądra, zapadająca w pamięć książka. Gdy tylko "Fioletowy hibiscus" tej autorki znajdzie się w zasięgu mojego wzroku, nie będę się opierać.

 

"Tajemnica rodu hegartych" Anne Enright - ciekawa, trochę nieprzyjemna w lekturze, jątrząco-terapeutyczna. Wyzwaniem bylo dla mnie pisanie o tej powieści, co dało mi jednak satysfakcję zatrzymania się na czymś, co intryguje w sposób niejasny, a przemyślane nabiera konstrukcji.

 

Trzecia korzyść - plany.

Czytywałam recenzje na blogu i dzięki nim moje rozpoznanie Nagrodzonych nieco się poszerzalo. Jasne, że wiele tytułów już znałam, nie planuję na razie do nich wracać. Ale są i takie, które zapisałam w notesie i prawdopodobnie przeczytam.

Tu lista: "Francuski testament" (Andrei Makine), "Okruchy dnia" (Kazuo Ishiguro), "Wolf Hall" (Hilary Mantel), "Kiedy żylam w nowych czasach" (Linda Grant) i wreszcie: "Matka odchodzi" (Tadeusz Różewicz).

 

Tak więc: pustka mi nie grozi, a jeśli jeszcze ruszy druga część wyzwania, to już doprawdy czasu będzie brakować.

Pozdrawiam

ren (tamaryszek)

 

12:54, renbor1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 lipca 2010
Podsumowanie

Czas na małe podsumowanie. Udało mi się przeczytać:

1. Oskar i Lucynda - Peter Carey

2. Hańba - Coetzee

3. Połówka żółtego Słońca - Ch. Ngozi Adichie

Najbardziej cieszę się z poznania "Połówki zółtego słońca", jest to genialna powieść, którą koniecznie trzeba poznać. "Oskara i Lucyndę" miałam przeczytać już od kilku dobrych lat, zachęcana entuzjastycznymi opiniami na jej temat. Książka jednak nie spodobala mi się, zmęczyła mnie, uważam, że ma fatalne zakończenie, jestem na nie (szczególnie po upływie kilku miesiecy od przeczytania, gdy myślę o niej). "Hańba" Coetzeego jak najbardziej na tak, dobry kawał prozy.

A tak poza tym - jestem nieufnie nastawiona do nagrodzonych książek, przeważnie spodziewam się czegos lepszego i się rozczarowuję. Myśle tak tym bardziej po Waszych recenzjach, gdzie często to roczarowanie wypływa już w pierwszym zdaniu tekstów. Najlepiej chodzić własnymi ścieżkami.  

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20