Blog > Komentarze do wpisu
"Opętanie" w ujęciu A.S. Byatt
W wyzwaniu poległam, jeśli idzie o ramy czasowe. Cóż, nie był to najlepszy czas na wyzwania. Gwoli porządku, dodaję wpis o Opętaniu Antonii Byatt, które jest powieścią tak dobrą, że trudno mi było o niej pisać. Po raz pierwszy usłyszałam o niej wieki temu na jakiejś konferencji, zanotowałam tytuł, żeby przy okazji przeczytać, a potem długo nie wpadała mi w ręce. I tak oto, żyłam sobie nieświadoma, że pewnego dnia trafi na moją prywatną top listę.

Wszystko zaczyna się w bibliotece, w której Roland Mitchell, niezbyt atrakcyjny i nie odnoszący spektakularnych sukcesów krytyk literacki, zajmujący się dziewiętnastowiecznym poetą Randolphem Ashem, przypadkowo odkrywa w zakurzonej, od lat nieczytanej książce brudnopis listu skreślonego ręką poety. Listu, z którego biją wręcz emocje. Listu pisanego do tajemniczej kobiety. I tu dzieje się coś zaskakującego: Roland, zamiast poinformować bibliotekarkę i przełożonych o swoim odkryciu, pod wpływem impulsu, który nie do końca potrafi wytłumaczyć, wkłada list do swojej teczki i po prostu wychodzi z biblioteki. Jak wytłumaczyć tę kradzież, jeśli nie nagłym opętaniem? Roland rozpoczyna poszukiwania, mające doprowadzić go do tajemniczej adresatki. Literackie tropy prowadzą go do Maud Bailey, kobiety pięknej, chłodnej i inteligentnej, naukowo zajmującej się dość ekscentryczną wiktoriańską poetką, Christabel LaMotte. Roland i Maud razem wpadają na kolejny trop, korespondencję Randolpha i Christabel, razem go podejmują i razem milczą na temat swojego odkrycia, jednocześnie zbliżając się do siebie coraz bardziej. Opętanie poszukiwaniem prawdy o parze którą połączyła miłość wbrew konwenansom, przenosi się na kolejną osobę.

Dalszy ciąg tutaj.
wtorek, 02 listopada 2010, grendella

Polecane wpisy