Blog > Komentarze do wpisu
The Lover (Kochanek) - Marguerite Duras

Trudno mi pisać o książkach, które nie przypadły mi do gustu. Dużo łatwiej się zachwycać, niż sensownie krytykować - zwłaszcza powieść wyróżnioną nagrodą literacką. Myśle, że takie wyróżnienie od razu sprawia, że oczekujemy dzieła, które nas w jakiś sposób poruszy. A przecież każdy ma inną wrażliwość, poczucie estetyki, upodobania. Idąc tym tropem zastanawiam się do kogo ta króciutka, autobiograficzna powieść Marguerite Dumas jest skierowana. Jakie struny miała za zadanie w nas poruszyć?

Myślę, że najbardziej dominującym elementem ksiązki jest jej trochę za bardzo wystudiowana kontrowersyjność. “Kochanek” opowiada o krótkim romansie pomiędzy nastoletnią dziewczyną i dorosłym mężczyzną. Kochanów dzieli właściwie wszystko. Pochodzenie (on jest Chińczykiem, ona Francuzką), status (jej rodzina żyje na granicy nędzy, on jest dziedzicem fortuny) no i oczywiście wiek. Erotyzm, który dominuje w tym związku dobrze wpisuje się w orientalne, parne otoczenie. Tylko cienka ściana dzieli zakazaną namiętność od zgiełku indochińskiej ulicy. Mimo wszystko efekt jest chyba słabszy od zamierzonego. Mam wrażenie, że trzeba być wyjątkowo pruderyjnym, żeby taki związek uznać za prawdziwie szokujący. A może łatwiej jest tolerować niekonwencjonalne postepowanie z dala od zasad i norm pośród których się wychowaliśmy? W obcym kraju, w miejscu, którego do końca nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć? Może to tłumaczy postawę matki dziewczyny, która udaje że niczego nie widzi? Chociaż równie dobrze może być to też bieda, albo szaleństwo.

Często zwraca się uwagę na oryginalną formę tej powieści. Duras opisuje posługując się fimowym sposobem wyrazu. Wspomnienia pojawiają się nagle i na krótko, tak jak oderwane od siebie obrazy. Myśli powtarzają się, urywają, wracają do poprzednich wątków. Narracja też nie jest jednolita: czasem jest w pierwszej osobie, czasem w trzeciej. Domyślam się, że złożenie tego wszystkiego w zgraną całość wymaga nie byle jakiego kunsztu pisarskiego. Z drugiej jednak strony takie zabiegi wydają się pogłębiać chłód jaki bije od tej powieści. I właśnie to jest najbardziej zadziwiające i zniechęcające w “Kochanku”. Książka nie wywołuje większych emocji, a przecież jest to opowieść o miłości, przyprawiona do tego całkiem sporą dawką erotyzmu. Ale jest to też miłość przygnębiająca i pozbawiona zmysłowości. Do tego opowiadana przez osobę, która wydaje się wspominać minione życie z goryczą i zniechęceniem.

Czy książka może się spodobać? Zapewne tak. Mimo wszystko jest w niej jakiś czar. Czy jest to zasługa egzotycznego miejsca, w którym dzieje się dosyć monotonna akcja, czy wspomnianej techniki wyrazu zapożyczonej ze srebrnego ekranu – nie wiem. Myślę natomiast, że warto mimo wszystko zaryzykować przeczytanie tej książki, choćby dlatego, że nie zabierze ona nam zbyt duzo czasu. Być może ktoś inny zobaczy w niej wyjątkowość, której mi nie udało się dostrzeć?

PS. Polecam całkiem niezłą ekranizację. Według mnie jednak ciekawszą niż książkowy pierwowzór.

piątek, 19 lutego 2010, white-sycamore

Polecane wpisy

  • Émile Ajar, „Życie przed sobą”

    Kiedy „Życie przed sobą”, debiut podpisany pseudonimem Émile Ajar, zostało w 1975 roku uhonorowane nagrodą Goncourt, autorem okazał się kuzyn znaneg

  • Emile Ajar. Życie przed sobą.

    Kiedyś wysłuchałam 3/4 tej powieści w audiobooku. Mimo, że zachwyciłam się sposobem narracji i zafrapowała mnie tragiczna opowieść małego Momo, nie umiałam znal

  • Jacques-Pierre Amette "Kochanka Brechta"

    To moja pierwsza i zarazem ostatnia przeczytana lektura w ramach tego wyzwania - ze względu na brak czasu niestety nie zdążę do środy zapoznac się z innymi nagr

Komentarze
2010/02/19 03:45:42
tak. ekranizacja jest dobra.